Zawirowania w Google - czy to sprawka nowego algorytmu?

Ósmy marca, to dzień, w którym najprawdopodobniej doszło do kolejnej dużej aktualizacji algorytmu Google.
17 marca 2017

Czym jest Fred?

użytkownik smartfona8 marca, prawodpodobnie doszło do dużej aktualizacji algorytmu Google wymierzonej w strony z treściami o niskiej jakości, nastawione na generowanie zysków z reklam. Tego dnia, grupy poświęcone SEO zostały zalane informacjami na temat sporych spadków ruchu organicznego. Niektórzy z użytkowników informowali nawet o 80% spadkach w porównaniu do dnia poprzedniego. Google nie informuje o niczym oficjalnie, seowcy twierdzą, że wdrożona została kolejna, duża aktualizacja algorytmu. Jej robocza nazwa to „FRED”.

Należy zacząć od tego, że nie jest to oficjalna nazwą algorytmu. Aktualizacja została tak ochrzczona przez seowców w nawiązaniu do wypowiedzi Gary’ego Illyes’a, który zażartował, że wszystkie nienazwane aktualizacje Google można określać nazwą „Fred”. Od  8 marca w sieci pojawiło się sporo niejasności oraz sprzecznych informacji na temat freda. Jedni twierdzą, że Fred celuje w strony nastawione na generowanie zysków z reklam, inni, że w słabe strony zapleczowe, a jeszcze inni, że jego celem były strony PBN (zamknięte sieci blogów). 

Prawda jak zwykle jest zapewne gdzieś pośrodku, ale skłaniamy się do stwierdzenia, że Fred ma dużo szerszy zasięg niż tylko celowanie w strony przeładowane linkami czy reklamami ze słabymi treściami. Wydaje się, że nowy algorytm Google jest narzędziem weryfikującym jakość stron na wielu płaszczyznach, uwzględniając przy tym ich przeznaczenie, spychając te mało wartościowe nastawione na zysk na dalsze pozycje wyszukiwarki.
 
W związku z tym ucierpiały przede wszystkim witryny spamerskie, „fałszywe” portale informacyjne i konkursowe (pełne clickbaitów), serwisy przeładowane reklamami, czy serwisy tworzone wyłącznie pod zyski z reklam i SEO.
 

Dla użytkownika, nie dla Google

seoFred wydaje się być zatem kontynuacją jakościowej polityki Google. Według, której strony www powinny być tworzone z myślą o użytkowniku - dostarczać mu konkretne i wartościowe treści, których poszukuje. Jednocześnie jest algorytmem nowej generacji, analizującym strony wieloaspektowo – nie skupiając się tylko na jednym czynniku. Ma w sobie coś z Pandy, Pingwina, a nawet algorytmu Rank Brain.
 
Oczywiście, trzeba pamiętać, że wszystkie te informacje są spekulacjami światka pozycjonerskiego. Wiele ze stron dotkniętych aktualizacją algorytmu ma wspólny czynnik. Jest nim ich przeznaczenie  , wiele z nich to serwisy z niskiej jakością treści tworzone typowo pod zyski z reklam czy w celu pozyskiwania linków. Zakładając, że powyższe „podejrzenia” są prawdziwe lub bliskie prawdy, nie dziwimy się, że pojawienie się Fred’a mogło wywołać popłoch u pozycjonerów na całym świecie. Utrata prawie połowy ruchu z wyszukiwarki na stronach generujących spore zyski w AdSense jest z pewnością dotkliwym wydarzeniem. Niestety do dzisiaj praktykowane są pewne metody SEO, które są niekoniecznie zgodne z naturalnym linkowaniem czy wytycznymi Quality Rater Guidelines – jak widać Google postanowiło wytoczyć i tutaj ciężkie działa.
 
Obecnie pozycjonowanie ewoluuje, coraz bardziej pamiętać trzeba nie tylko o linkach i SEO, ale również o użytkowniku i UX.
 

Podsumowując

Na zakończenie przytoczymy kilka najważniejszych informacji związanych z aktualizacją Fred. Polecamy przyglądnąć się Waszym stronom – zwłaszcza jeśli zostały „trafione” przez Freda lub jeśli obawiacie się, że może tak się stać.
 
Nie jest powiedziane, że strony pełne reklam są od razu karane przez algorytm. Najważniejszą rzeczą jest umiejscowienie reklam i ich inwazyjność, ale również sama jakość treści w serwisie – jeśli reklamy przeszkadzają użytkownikowi (zasłaniają treść, dzielą na niewygodne do czytania fragmenty, czy zmuszają do kliknięcia), a treści są krótkie lub zbyt ogólne - to strona może zostać narażona na kary. Wygląda na to, że Fred bardzo dobrze to rozpoznaje. Algorytm w jakiś sposób jest w stanie wyłapać zamknięte sieci blogów. Być może powiązuje je po stałych długościach artykułów albo podobnych linkach wychodzących – jedno jest pewne, jeśli budujemy własne zaplecze, to trzeba je jak najbardziej różnicować i nie działać w oparciu o te same schematy. Google co raz sprawniej radzi sobie ich wykrywaniem.
 
wyszukiwarka google

Podobne wpisy

Content marketing, współczesny poradnik po marketingu treści

14marca2017
O marketingu treści mówi się dużo. Czas, żeby to on zaczął mówić o Tobie. Kompendium wiedzy o content marketingu jest już w sprzedaży.

RWD czy wersja mobilna – co wybrać?

21lutego2017
Stale rośnie ilość użytkowników urządzeń mobilnych, a Google stawia nowe wymagania. Mobilne strony www stają się koniecznością.